W życiu prawdziwego turysty przychodzi taki czas, że zapragnie czegoś więcej, niż chodzenie i spanie po schroniskach lub pensjonatach. Chodzi oczywiście o chodzenie i spanie na dziko. Zaczynając swoją przygodę z biwakowaniem na dziko musimy się odpowiednio przygotować.
Najważniejsze jest uświadomienie sobie tego, że mamy dosyć ograniczoną przestrzeń załadunkową. Jeśli idziemy na piechotę to jest to plecak, a jeśli spływamy rzeką to jest to kajak. I w jednym i w drugim niewiele się zmieści. Dlatego priorytetem jest planowanie i optymalizacja tego, co spakujemy.
Jeśli chodzi o planowanie, to musimy zaplanować na ile dni idziemy w leśną głuszę lub w góry. Na początek najlepsze góry to Beskidy. Dobrze utrzymane schroniska i szlaki beskidzkie pozwalają nam czuć się w miarę bezpiecznie jakby coś się stało. Jednocześnie nocleg na dziko w tych górach to fajna przygoda.
Jak wiemy już, na ile idziemy i w jaki rodzaj terenu, pakujemy odpowiednią ilość ubrania, jedzenia i wody. Z ubrania najważniejsza jest bielizna i skarpetki – spodnie na nas wyschną, koszula też, a obtarcia w pachwinach czy na stopach to nie przelewki. W przypadku przemoknięcia butów idealne są skarpetki goretexowe – zakłada się je na suchą skarpetkę i niestraszny nam przemoczony but.
Apteczka jest następną rzeczą, która musimy zabrać. Oprócz standardowej zawartości czyli bandaży, plastrów, środków przeciwbólowych czy przeciwzakaźnych warto zabrać ze sobą krople do oczu (w celu wypłukania paprochów, które mogą wpaść do oka), jak najmocniejsze wapno (jak nas pokąsają robale – w celu odczulenia) i węgiel w tabletkach (wiadomo po co).
Sprzęt typowo biwakowy można znaleźć w każdym dobrym sklepie turystycznym i podpasować pod siebie.
Najlepszą metodą pakowania jest spakowanie wszystkiego co jest nam potrzebne do plecaka, założenie go na plecy (zaklniecie pod nosem czemu to takie ciężkie), rozpakowanie go i przemyślenie wszystkiego raz jeszcze.